Wabienie rekinów

Nie spać, zwiedzać!

Wabienie rekinów – rzekomo “cykl felietonów”, w rzeczywistości kieszonkowe zestawy scen, historii, objawień.

Ukazują się w krakowskim piśmie literackim “Studium” od 2005 roku oraz w tygodniku “Przekrój” od roku 2008.

Na początku było pytanie: “Jak mało można napisać, żeby powstało coś do czytania?”

Okazało się, że dosyć mało.

Możliwe, że ludzie tak lubią “Wabienie rekinów”, bo ich własna wyobraźnia i umiejętność stwarzania sensów mają tam dużo miejsca dla siebie.

Przeżycie pokoleniowe

Był ranek, zimny grudzień, rok 1981.
Miałem 5 lat i 11 miesięcy. Chodziłem po ogrodzie przed naszym anińskim domem, pogrążony w cichej zabawie, rozmawiając z nieistniejącymi i wyobrażając sobie przygody. Wyszedłem na okrągłą polankę obok czarnych jabłoni wyrastających z grubej warstwy śniegu. Nagle usłyszałem radosny okrzyk Bartka, mojego starszego o cztery lata brata. Pędził ku mnie, ubrany w zimowy kombinezon i zieloną, wełnianą kominiarkę.
- Błażej! – zawołał. – Ogłoszono stan wojenny!
- Co to znaczy? – spytałem.
- Że niedługo będzie wojna!
Czterej pancerni i pies. Kapitan Kloss. Przygoda. Patrzyliśmy na siebie, niepewni, jak zareagować, jak dać wyraz temu podnieceniu, radosnej nadziei na ziszczony świat z ekranu telewizora. Wreszcie coś w nas pękło.
- Wojna! Wojna! – krzyczeliśmy z radością, fikając koziołki w głębokim śniegu.
To była ekstaza. Było równie fajnie, jak kiedy nocą obserwowaliśmy przez okna burzę stulecia, i widzieliśmy pioruny kuliste, spadające na dach znienawidzonej szkoły podstawowej. Było równie fajnie, jak kiedy Bartek zbudował prawdziwe igloo.

Sen matki Dominiki

- Ale miałam dziś cudowny sen!
- A co ci się śniło?
- No, że jestem w sklepie obuwniczym.
- No i co? Co się działo?
- A nic. Chodziłam sobie, kupowałam.
- To dlaczego cudowny?
- A tak się jakoś bardzo dobrze w nim czułam.

Zawodowcy

Ojciec koleżanki Niki był agentem ubezpieczeniowym. Wszedł do pokoju, kiedy koleżanka właśnie oglądała amerykański film katastroficzny i na ekranie widniały ruiny miasta Denver, zniszczonego trzęsieniem ziemi.
- W wyniku czego powstały te szkody? – spytał z ciekawością.
Z kolei przyjaciel domu był ginekologiem. Wbiegł nieco spóźniony w środek odbywającego się w domu moich teściów piątkowego przyjęcia.
- No – powiedział z głębokim zadowoleniem. – Nareszcie jakieś twarze po tych wszystkich dupach.

To mówią mury

Na ścianie podziemnego dworca kolejki WKD widnieje takie oto wojownicze zdanie: „PRECZ Z TYMI, CO SPRZEDALI POLSKĘ!”. Autor nie był jednak do końca zadowolony. Najwyraźniej uznał, że to za mało i może się zdarzyć, że wynikną jakieś różnice zdań co do tożsamości osób, które piętnuje napis. Wyjaśnił więc poniżej mniejszymi literami: „to żydzi.”
Przypomniało mi to inny napis, tym razem wykonany flamastrem na ścianie przystanku autobusowego. Wśród wielości swastyk i antysemickich haseł pysznił się wielki, imponujący napis, wykonany przypominającym gotyk pismem: „ALFRED HITLER!”
Pomyślcie o poziomie wykształcenia polskiej młodzieży.

Koniec słów

Pan Juliusz opowiedział nam ciekawą historię o małżeństwie.
Czterdziestoparoletni mąż zaczął później niż zwykle wracać z pracy. Spóźniał się o jakieś dwie godziny. Tłumaczył żonie, że miał ważne spotkania, że coś dłużej trzeba było załatwiać.
Żona nabrała podejrzeń i wynajęła prywatnego detektywa.
Prywatny detektyw śledził męża i po jakimś czasie zdał żonie taki raport:
Mąż wychodzi z pracy, wsiada do samochodu i jedzie nad pobliski kanałek.
Siada na ławce i patrzy w wodę.
Po około dwóch godzinach wstaje z ławki i wraca do domu.

Paweł

- W przedszkolu wszyscy chłopcy chcieli zostać pilotami – powiedział. – Ja chciałem być samolotem.
I to nagle wszystko wyjaśniło.

Gwiazdy o świetle stałym

- To sweter matki – powiedziała Dominika. – Widziałam go odkąd pamiętam, matka miała go jeszcze przed moim urodzeniem. Kiedy ten sweter zniknie, świat się skończy.

Nie bić Nadludzi

Ciekawe, jak to wszyscy filozofowie i artyści, którzy nawołują do żelaznej siły, obudzenia w sobie okrutnej bestii – byli strasznymi ofermami, nieudacznikami gnębionymi przez los albo bliźnich. Bliźnich, którzy z kolei egoizmu i woli mocy nie pochwalali, uważali się za porządnych chrześcijan (jaka z chrześcijaństwa religia niewolników, skoro pod znakiem krzyża wyrzynano niezliczone rzesze tubylców i zdobywano kontynenty?) – ale umieli komuś konkretnie dowalić. Dlatego cała idea woli mocy przypomina mi pewną intymną instytucję, zwaną w kulturze anglosaskiej „notes to oneself”; po naszemu najbliżej będą „noworoczne postanowienia”.
Takiego markiza de Sade, drwiącego z cnoty wizjonera okrucieństwa, wykończyła na przykład teściowa.
Fryderyk Nietzsche z kolei (cierpiący na straszliwe migreny) powiedział, że co go nie zabija, czyni go mocniejszym. Umarł z nerwów krótko po tym, kiedy jakiś pan bił konia na ulicy, a potem brzydko nawrzucał Fryderykowi.
Ortega y Gaset, piewca arystokracji i wróg rozmemłanej demokracji, napisał „Bunt Mas”, bo nie umiał sobie wywalczyć wolnego miejsca na zatłoczonej plaży.
Wniosek taki, że z Nadludźmi też trzeba delikatnie.

wtorek, 4 kwietnia 2006

Mój szef jest starszy ode mnie i dużo przeżył. Nie skąpi mi porad na temat życia w dziwnym świecie korporacji. Zdarza się jednak i jemu poprosić o radę.
- Zakochałem się – powiedział ostatnio ze smutnym uśmiechem. – Ale powiedz, co to może oznaczać, że nie chce mi się umawiać z nią na randki?

niedziela, 3 września 2006, 23:34

- Może kupimy ci jakieś ładne ubrania?
- E, mam już dość ładnych ubrań – odrzekłem stanowczo. – Nie chcę wpadać w pułapkę, że jak mam pieniądze, to bez potrzeby od razu idę na zakupy.
Milczała przez chwilę, nad czymś się zastanawiając.
- A czy ja mogę wpadać w tę pułapkę? – spytała.

Co zostanie

Jest taki nieładny kawał.
Pyta dziadek wnuczka:
- Wnusiu, przypomnij, jak to się nazywa ten Niemiec na „a”, co mi ciągle wszystko chowa?
No więc właśnie ojciec Pana P. (przyjaciela mojej mamy) ma Alzheimera. Zdarza się.
Pewnego dnia matka Pana P. nie dopilnowała męża i udało mu się wymknąć z domu. Lękając się o losy ukochanego towarzysza całego życia, starsza kobieta ruszyła ulicami na poszukiwania. Umierała ze strachu. Po trzydziestu minutach odnalazła go przed wystawą jakiegoś sklepu, wzięła pod ramię i odprowadziła do bloku, w którym mieszkali.
Bez słowa i spokojnie dał się jej wprowadzić po schodach. Dopiero przy drzwiach mieszkania stawił opór, zatrzymał się i nie chciał wejść do środka.
Po chwili wreszcie na nią spojrzał.
- Ale ja nie mam pieniędzy – wytłumaczył cicho, zawstydzony

Wyprawa

Zainteresowało mnie ogłoszenie na tablicy informacyjnej przed kościołem – „Pielgrzymka w poszukiwaniu prawdy”. W cenę 40 złotych wliczony był przejazd do świętego miejsca (nie pamiętam już, którego), spotkanie ze stygmatykiem, smaczny obiad, wino i pamiątka. Po pewnym czasie spytałem o tę inicjatywę znajomego, obytego w sprawach parafialnych.
- A nie, było za mało zgłoszeń – odpowiedział.
W związku z nikłym zainteresowaniem pielgrzymka w poszukiwaniu prawdy została odwołana.

Droga przez noc

Kiedyś często śniło mi się, że jadę z ojcem samochodem przez nocny las. Nagle ojciec źle się czuje, traci przytomność, wreszcie znika. Muszę go zastąpić za kierownicą, a nie mam prawa jazdy i nie umiem prowadzić.
Dwa lata temu poszedłem na kurs i zdałem egzamin za drugim podejściem, po wykupieniu paru dodatkowych godzin szkolenia. Pamiętam, że przez głowę przeszła mi myśl: „oho, teraz już będę mógł spokojnie poprowadzić ten samochód we śnie”. Moje prawo jazdy było elegancką i nowoczesną, zalaminowaną karteczką. Dobrze wyszedłem na zdjęciu.
Następnej nocy przyśniło mi się, że jadę z ojcem samochodem przez nocny las. Nagle ojciec źle się czuje, traci przytomność, wreszcie znika. Siadam za kierownicą i myślę: „no, mam już prawko, jedziemy!”
Patrzę na skrzynię biegów. Biegów jest 11, a ich układ nieprzenikniony.

One Comment on “Wabienie rekinów”


  1. [...] Nowy przypływ W sprzedaży jest już nowy numer “Studium” (6.2006 – 1.2007) z siódmą częścią Wabienia Rekinów. [...]


Comments are closed.