Pies
Pewnego dnia przyjechał tu człowiek, który chciał żyć dobrze.

Wydawnictwo Zielona Sowa, 2002
Nota wydawcy:
Robert, główny bohater powieści, pragnie odnaleźć drogę wiodącą do “dobrego życia”. Znużony miastem, przeprowadza się na wieś, gdzie poznaje parę kochanków, Huberta i Mu. Towarzystwo miejscowych szybko staje się uciążliwe, za to zaprzyjaźniwszy się z Hubertem i Mu, Robert powoli uświadamia sobie, że jego niepokój jest ceną za odrzucenie wszelkich form podporządkowania: religii, obyczajów, autorytetów. Zaskakująca akcja powieści, raz rozgrywająca się na statku, innym razem w zaświatach, oraz nietuzinkowe postacie głównych bohaterów czynią z Psa głęboką lekturę o szlachetności i małości ludzkiej, o samotności i cierpieniu.
– Ja z ciebie nie kpię, ja gnam twoje choroby na ciebie, napuszczam je z krzykiem, byś ich zaznał i obejrzał ich oczy z luster!
>>Fragment Psa w Czytelni Onetu
Henryk Bereza – (25.8.2002), “Twórczość” (1/2003):
Błażej Dzikowski, lektura (bez notatek, ale w całości) powieści Pies (“biblioteka Studium” 2002), o której autorze (ur. 1976) nic nie wiem. Powieść, jeśli nawet nie jest w całości wybitna, jest utworem o sporym znaczeniu literackim, ponieważ wypełnia lukę między tradycyjną beletrystyką a tym, co najostrożniej nazwać można nową prozą polską (pod względem artystycznym).
{…}
Całą powieść Błażeja Dzikowskiego wolno rozumieć jako wyraz cierpienia kogoś, kto cierpi z powodu niemożności przypasowania się do jakiejkolwiek gotowej prawdy uniwersalnej, choć sama potrzeba takiego przypasowania jest u niego jakby bardziej przemożna, niż to zwykle bywa.
Niemożność przypasowania skazuje na samo szukanie, nie jest to najgorsza postać skazania, jakie się może w życiu przydarzyć -
– Ostatnio zajmuje mnie pytanie, czy Łajka wróciła na Ziemię. Nie mam kogo spytać, a to bardzo ważne. Czy ten pies wrócił z pustego kosmosu, czy został tam na zawsze?
Michał Witkowski – Warsztat uzewnętrzniony (fragment); “Nowe Książki” (12/2002):
Dwudziestosześcioletni prozaik z Warszawy, Błażej Dzikowski, właśnie debiutuje powieścią “Pies”. Książka ukazała się w serii “Nowa Proza Polska” wydawnictwa “Zielona Sowa”, wcześniej została wyróżniona na II ogólnopolskim konkursie literackim im. Stanisława Czycza. Wygrał wówczas Piotr Cegiełka, który już w tym roku reprezentował Polskę we Frankfurcie. Piszę o tym, bo byłem jurorem i nie doceniłem wówczas powieści Dzikowskiego, a i teraz obawiam się, aby nie zginęła w rwetesie wywołanym przez konkurencyjne propozycje, choćby powieść Doroty Masłowskiej. (…)
Co mi się właściwie podoba w tych staroświeckich książkach? Poza pewną przekorą, bo przecież “prawdziwy gentleman idzie zawsze dwa kroki za modą”, rzeczy tego typu – a widzę już powoli grupującą się szufladkę, Małyszek i Dzikowski nie są tu wyjątkami – przywracają nam fabułę. (…) Od czasów kolokwium z literatury staropolskiej nie śledziłem fabuły z takimi wypiekami!
– Dla człowieka, który przejrzał pustkę idei rządzących wszystkimi wokół, który widzi ślepotę całego otoczenia, nie ma nic cenniejszego od spotkania kogoś, kto ochroni przed niezrozumieniem. Nie ważne, kim ten ktoś jest, jak wygląda, jak się ubiera, ważne, że rozumie, co do niego mówimy.
Helena Zaworska – Koszmary młodości:
Dwudziestosześcioletni Błażej Dzikowski zadebiutował powieścią zatytułowaną “Pies”. Czyta się ją z ciekawością, zgrozą i zdumieniem. Autor odważnie rzucił się na ostatnie, coraz bardziej wątpliwe wartości, drwiąc z nich bezczelnie, inteligentnie, okrutnie, a zarazem rozpaczliwie. Posiada niebanalne, wyrafinowane zdolności literackie, więc uczynił to w sposób artystycznie prawie doskonały, z dużą pomysłowością kompozycyjną, stylistyczną, realistyczną i wizyjną zarazem. Razi tu i męczy jedno: młodzieńcze rozbuchanie, które pragnie zmieścić jak najwięcej, wyrazić jak najbardziej szokująco, zadziwić krańcowym buntem, połączonym z chorobliwą niemocą. Dzikowski napisał swą pierwszą książkę tak, jakby miała być zarazem ostatnią, jakby uważał, że musi zmieścić wszystko, czego doświadczać dziś może myślący, wrażliwy chłopak, daremnie szukający sensu życia w absurdalnym świecie. Młodość nie jest tu wcale modną, kultową wartością – jest koszmarnym wysiłkiem, ciągłym poszukiwaniem, bezradnością, cierpieniem.
Dlatego taki właśnie tytuł: “Pies”. Szczeka i wyje “tysiąc ludzi-psów”, zarówno tych, którzy pozostają wciąż duchowo bezdomni, włóczący się po najdzikszych stronach życia, zagubieni i bezpańscy (“będą szukali wciąż nowych panów i na tym strawią życie), jak i ci, którzy okażą się powolni i znajdą z ulgą pana, który weźmie ich za kark.
W powieści Dzikowskiego mamy kilku narratorów, przemiennie demonstrujących swoje bunty, depresje, poszukiwania. Zderzenie przeciwieństw jest tu wyraźną i mocną konstrukcją, przy pozornym chaosie. Hubert, wyrafinowany intelektualista i koneser sztuk, żyjący (a raczej powoli umierający na niszczącą go chorobę) w mitycznym, białym dworze (popadającym zresztą w całkowitą ruinę) – reprezentuje wraz ze swą tajemniczą dziewczyną odchodzący chyba na zawsze styl życia. Ksiądz, przerażony zarówno swymi prostackimi parafianami, jak i milczącym, obojętnym Bogiem, miota się wciąż od wiary do zwątpienia. Jego rozmowa z Panem (która to już w naszej literaturze?) kończy się rozpaczliwy krzykiem: “- Bóg – zawołał – Bóg! Spójrz na mnie, kiedy jestem ledwo – kurwa – żywy!”. Jak on swoich bezwolnych, “brudnych kretynów” ma przemienić w anioły? Nie da rady!
Główny bohater powieści, Robert – człowiek udręczony koszmarami młodości, trudem dojrzewania, nieustannym poszukiwaniem sensu, marzeniami o sile woli i ducha, decyduje się na desperackie próby. Jedną z nich jest decyzja wyjechania na biedną, zabitą deskami wieś, aby uciec od bezwartościowego cywilizowanego świata do prymitywnych ludzi: “… wydawało mi się, że ci, którzy żyją w prosty sposób, znają receptę na dobre życie… Chciałem znaleźć jakiś cel, myślałem, że tu, wśród przyrody….” Zamieszkuje więc w wiejskiej chałupie, ale nie znajduje żadnego porozumienia z gospodarzami, ani z resztą wsi. Ksiądz, który przyjechał tu razem z Robertem, ukończył katolicki uniwersytet, był wykształcony i oczytany, wierzył, że wreszcie wypowie wielką prawdę, oczyszczającą ludzkie serca. Obaj przeżyli rozpaczliwe rozczarowanie.
Dzikowski odważył się podważyć zaufanie do najtrwalszych mitów w naszym życiu i literaturze: do prawdziwie zbawiennej roli religii i do mitu wsi jako źródła najtrwalszych, najdawniejszych wartości. Nie zrobił tego brutalnie, choć wyzywająco. W jego książce nie dominuje ironia, lecz cierpienia młodości, odzieranej ze złudzeń. Ostanie słowa powieści są jednak marzeniem chłopaka – mającego się za nieudacznika, że jednak kiedyś “po raz pierwszy w życiu poczuje siłę”.